Dziennikarstwo danych to sposób opowiadania historii przy pomocy... liczb. Brzmi banalnie? A jednak chodzi o coś bardzo ciekawego – o szukanie prawdy ukrytej w statystykach, raportach i cyfrowych zbiorach, które każdego dnia wytwarza świat wokół nas.
W tradycyjnych artykułach autorzy często opierają się na tym, co powiedzą urzędnicy, politycy czy rzecznicy. Ale przecież każdy może przedstawić tę samą opowieść inaczej – tak, jak jest mu to wygodne. Reporter pracujący z danymi podchodzi do tematu inaczej: sięga do źródła, do twardych faktów. Analizuje liczby, patrzy na wykresy, szuka powtarzających się wzorów. Dopiero na tej podstawie buduje swoją opowieść.
Nie chodzi tylko o to, żeby pokazać ładny wykres. Taki specjalista od analizy informacji musi umieć dane zdobyć, uporządkować i sprawdzić ich wiarygodność. Dopiero potem wyciąga z nich coś, co ma sens i znaczenie dla zwykłych ludzi. Dlatego osoba zajmująca się tą formą dziennikarstwa musi dziś łączyć wiele umiejętności: oprócz warsztatu reporterskiego potrzebna jest wiedza analityczna, znajomość narzędzi cyfrowych i – co równie ważne – wyczucie etyczne. Trzeba umieć dane oczyścić z błędów, zrozumieć i zamienić na przejrzystą, uczciwą narrację.
W czasach, gdy nasze życie toczy się głównie online, a wokół nas powstają gigantyczne ilości informacji, taka forma pracy z faktami staje się coraz ważniejsza. Bo to właśnie dzięki niej możemy dowiedzieć się, jak naprawdę działają różne instytucje, gdzie pojawiają się nieprawidłowości, albo co próbuje się przed nami ukryć. Dziennikarstwo danych to po prostu inny – dokładniejszy i bardziej rzetelny – sposób opowiadania o rzeczywistości.
Choć termin data journalism zyskał popularność stosunkowo niedawno, jego korzenie sięgają znacznie dalej niż mogłoby się wydawać. Już w XIX wieku dziennikarze sięgali bowiem po dane statystyczne, by opowiadać historie i zwracać uwagę na problemy społeczne.
Jednym z najwcześniejszych przykładów wykorzystania danych w prasie był artykuł opublikowany w 1821 roku przez „The Manchester Guardian”. Dziennik zamieścił wówczas tabelaryczne zestawienie szkół działających w Manchesterze i Salford, wraz z liczbą uczniów oraz rocznymi wydatkami przypadającymi na jednego z nich. Dane te nie tylko dokumentowały nierówności w dostępie do edukacji, ale także wzbudziły ożywioną debatę społeczną na temat sytuacji dzieci z ubogich rodzin.
Kilka dekad później, w 1854 roku, brytyjski lekarz John Snow zrewolucjonizował podejście do analizy danych przestrzennych. W czasie epidemii cholery w Londynie stworzył mapę, na której zaznaczył miejsca występowania zachorowań. Dzięki tej analizie wykazał związek między zachorowaniami a jednym z miejskich ujęć wody.
W 1869 roku kolejnym krokiem milowym stała się zaś praca Charlesa Minarda, który stworzył graficzne przedstawienie tragicznej kampanii Napoleona w Rosji w 1812 roku. Na jednej mapie połączył dane dotyczące liczby żołnierzy, ich pozycji geograficznej, temperatury i czasu. Jeszcze wcześniej, bo już w XVIII wieku, pionierzy tacy jak Joseph Priestley i William Playfair opracowywali podstawy nowoczesnej wizualizacji danych. Priestley stworzył pierwszą liniową oś czasu, a Playfair w 1786 roku pokazał dane o handlu zagranicznym Anglii w formie barwnych wykresów – dzisiaj uznawanych za początki wykresów liniowych i słupkowych.